Brak biletu

Jechałam autobusem na gapę. Bałam się jak cholera. Kanary mogły wejść w każdej chwili. I miałam rację. Mój strach nie był bezpodstawny. Nawet nie wiedziałam, a kiedy wsiadałam do autobusu oni już tam byli. Na jednym z przystanków poprosili mnie o bilet, a ja zrobiłam dziwną minę i powiedziałam, że mam miesięczny, ale w domu. Kazali mi wysiąść z nimi na najbliższym przystanku. Tam czekał już na nich kolega w samochodzie. Kiedy wsiadłam z nimi, w samochodzie było nas czworo. Mało miejsca, dzięki czemu dymanko było niezwykle ostre. Wydymali mnie jak zwykłą sukę, ale przynajmniej nie dostałam mandatu.